
Idziesz przez świat i światu dajesz kształt przez twoje czyny
Nie każdy może powiedzieć, że swoim życiem ukształtował postać świata, wszakże te słowa Stanisława
Wyspiańskiego, patrona naszej szkoły, można odnieść do życia zmarłego, profesora Czesława Pilnickiego.
Profesor Czesław Pilnicki był obecny w moim życiu znacznie wcześniej niż w roku 1990, kiedy podjęłam pracę
w XLVII LO przy ul. Międzyborskiej, tak jak był obecny w życiu wielu młodych ludzi mieszkających na
Grochowie: w latach 1966-68 uczył języka angielskiego moją starszą siostrę Grażynę, która do tej pory
wspomina go z czułością. W latach osiemdziesiątych często słyszałam o nim różne anegdoty opowiadane przez
moich przyjaciół - rówieśników uczęszczających do Wyspiana. Z ich opowieści wyłaniał się obraz łagodnego człowieka, który często padał ofiarą różnych uczniowskich psikusów, zawsze wszakże mówiono o nim nie tylko z uśmiechem, ale i z szacunkiem.
Od roku 1990 staliśmy się z profesorem Pilnickim, kolegami z pokoju nauczycielskiego, wtedy zrozumiałam
sens tych opowieści.
Czesław, zwany czule przez kolegów Pilnikiem, a przez uczniów Bonżurem,
był (z trudem przychodzi mi mówienie o nim w czasie przeszłym) człowiekiem nietuzinkowym, o wyrazistej
osobowości, której dawał wyraz w relacjach z ciałem profesorskim, jak i z uczniami, zawsze pozostając sobą -
otwartym na problemy innych pasjonatem sztuki, w szczególności literatury romantycznej i XIX wiecznej opery,
wykonującym z pasją swój zawód - nauczycielem.
Pracę w naszym liceum podjął w 1956, w trzecim roku istnienia szkoły
i pozostał w niej do końca swego życia zawodowego, przez prawie 44 lata, aż do zasłużonej emerytury, ucząc
kolejne pokolenia wyspiańczyków języka francuskiego, potem angielskiego. Był też wieloletnim kronikarzem
życia szkolnego, zwanym Koszałkiem Opałkiem. Mierzył się z trudami bycia wychowawcą licznych klas,
pozostając zawsze w pamięci absolwentów, o czym świadczyć może wspomnienie najsłynniejszego wychowanka
Profesora - wybitnego aktora polskiego Jerzego Radziwiłłowicza:
Niewątpliwie pierwszą postacią, której nawet nie trzeba przywoływać, bo na hasło "liceum", pamięć sama
ją podsuwa, jest nauczyciel, który szczęśliwie nam się trafił jako wychowawca, słynny Bonjour .
Oficjalnie profesor Pilnicki. Bez żadnego wysiłku zdobył naszą sympatię, bo jak się wydaje, nic, co dotyczy
tzw. procesu dydaktycznego, nie sprawiło mu trudności, jedyne, w co musiał wkładać wysiłek, to bycie
groźnym. Kiedy czasem moim francuskim znajomym cytuję jego dewizę: "Angielski można znać, francuski znać
trzeba"; mówią: "To jakiś rozsądny człowiek".
Niech o uznaniu uczniów dla jego osobowości świadczy fakt, że został
wybranych przez grono absolwenckie na nauczyciela 55-lecia liceum im. Stanisława Wyspiańskiego.
Piękne w Czesiu było także to, że jako człowiek pełnokrwisty i prawdziwy, nie był pozbawiony ułomności i
wad, ale nigdy poczucia humoru i dystansu do siebie samego, czemu dał wyraz, wspominając fragmenty programy
studniówkowych w biuletynie wydanym z okazji 45lecia liceum. Napomknął wówczas, że bardzo zależało mu na
popularności wśród uczniów:
Dodała: Małgorzata Serwatka